Cold Steel Kudu - test noża

‹‹ powrót do testów noży

 

Cold Steel – firma z tradycjami, znana przede wszystkim z dość „odważnego” marketingu oraz z adaptacji i „utaktyczniania” popularnych, tradycyjnych konstrukcji. Oferta firmy rozszerzana jest z roku na rok, de facto w trzech kierunkach: noży tanich, stricte utylitarnych; noży ze średniej półki oraz noży najdroższych - arcydzieł w swojej klasie, swoistych dzieł sztuki. Ze względu na niezbyt dużą zasobność mojego portfela oraz wyznawanej „filozofii” (wolę narzędzia tańsze, których nie będę bał się używać) skupiam się na najtańszej linii tego, cenionego przeze mnie, producenta.

Jedną z takich konstrukcji jest właśnie Cold Steel Kudu – prosty nóż składany, wzorowany na klasycznym, południowoafrykańskim nożu, zwanym Okapi. Pierwowzór posiadał drewnianą rękojeść i głownię ze stali węglowej. Warto jednak nadmienić, że nie było jednego producenta, stąd pewne odstępstwa od reguły oczywiście się zdarzały. W efekcie, jakości wyrobu nie można było być pewnym. W przypadku produktu Cold Steel jest inaczej. Szlify są równo położone. Blokada jest pewna (może nawet za bardzo, ale o tym za moment). Rękojeść nie ma nadlewek czy zadziorów. Nowy nóż jest porządnie naostrzony, o czym - patrząc z perspektywy posiadania kilku egzemplarzy – użytkownik przekonuje się na własnym ciele. Jest to efektem trochę mało intuicyjnej blokady. Blokada jednak z czasem nieco się zużywa i „wyrabia”, dlatego jej początkowo zbyt mocne „trzymanie” ulega obluzowaniu. Po wyjaśnieniu zasad jej działania przez bardziej doświadczonego użytkownika albo po przeczytaniu ulotki, dołączonej do noża, blokada nie wydaje się już być tak skomplikowana. W moich egzemplarzach standardowe kółko zmieniam na krótki odcinek paracordu. Nóż nie hałasuje wtedy tak bardzo, korzystanie z blokady jest również mniej bolesne dla dłoni. Sama blokada jest pewna i nie wyobrażam sobie, by mogła zawieść, nawet w przypadku lekkiego nadużycia.

Utaktycznienie” w przypadku Kudu sprowadza się do zamiany drewna na plastik oraz zamiany stali węglowej na nierdzewną. W przypadku tego noża, idea ta bardzo mi się podoba – lubię noże z węglówki. Niestety, nie zawsze pamiętam, by o nie odpowiednio zadbać. W przypadku Kudu, zrobionego z prostej nierdzewki Kruppa i plastiku, problemu z rdzewieniem stali czy gniciem drewna nie ma – jest to nóż w pełni bezobsługowy, idealny do schowka, szuflady czy plecaka. Dogodnościami są również jego waga – ok. 70 gram – oraz całkiem pokaźna głownia, długości 4 cali. W mojej opinii jest to idealny rozmiar dla tego typu noża – jest zarazem poręczny, jak i odpowiednio duży, by przeciąć arbuza, przy odrobinie wysiłku. Nikt nie będzie przecież rąbał tym kozikiem drzewa na ognisko – nóż wykorzystamy raczej do przygotowania jedzenia czy zaostrzenia tego „mitycznego” kija na ognisko. Przecięcie sznurka lub butelki również nie będzie stanowiło problemu.

Wygląd noża może się podobać – ma fajną, ciekawą i całkiem ergonomiczną linię, metalowe zdobienie w kształcie antylopy i wypaloną antylopę na głowni (Kudu to gatunek antylopy). Rażą mnie jednak dwie rzeczy – napis COLO STEEL zamiast COLD STEEL oraz sposób wykończenia – na lustro. Oczywiście, dodaje to nożu uroku – ale tylko do pierwszych rys. Chętnie widziałbym inne wykończenie, bardziej matowe. Pewnym odejściem od projektu byłoby także dodanie mechanizmu otwierania noża jedną ręką – teraz wymaga to nieco praktyki. Jest to jednak równocześnie zaleta – ograniczenia w posiadaniu i przenoszeniu noży stają się coraz bardziej powszechne. Kudu, z oburęcznym chwytem i prostym, mało „morderczym” wyglądem nie będzie raczej traktowany jako broń do zabijania, a raczej jako narzędzie.

Reasumując: Kudu to bardzo fajny nóż - lekki, zrobiony z całkiem dobrych materiałów i, co najważniejsze – tani. Nie oszukujmy się - dla większości użytkowników cena jest bardzo istotnym, jeśli nie najważniejszym, kryterium wyboru – nóż to dla nich zwykłe narzędzie, które może się zgubić, zepsuć, zardzewieć, czy też przeleżeć lata z kurtce czy skrzynce narzędziowej. Cena jest też oczywistą zaletą, gdy chcemy ten nóż komuś sprezentować. Każdy mężczyzna powinien mieć własny nóż – jeśli nie na co dzień w mieście (co jest praktyczne) – to przynajmniej na wyprawach. Kudu nadaje się na prezent idealnie – można go wręczyć znajomemu czy koledze, ale również synowi, mężowi czy chłopakowi bez rujnowania własnego budżetu. Żaden z nich nie będzie zawiedziony.

Krótko mówiąc – polecam!

_domestos_